Gdy wydaje Ci się, że wiesz lepiej – prowokatywna praca z parami

Gdy wydaje Ci się, że wiesz lepiej – prowokatywna praca z parami

Joanna Czarnecka w dialogu z Kamilem Perończykiem


ProvoTime: Czego prowokatywność wymaga od terapeuty w pracy z parami?

Kamil: Jednej z najtrudniejszych rzeczy na świecie, to znaczy bycia człowiekiem i swoistego rodzaju ciekawości pacjenta tego, z czym się mierzy. Kiedyś zakładałem, że częścią pracy terapeutycznej jest taka trochę detektywistyczna ciekawość odnalezienia czy odsłonięcia czegoś. Trochę odegrania roli bardzo sprytnego Sherloka Holmsa – na zasadzie, że ja tą moją ciekawością, wiedzą i informacjami, o których ja już wiem, a pacjent jeszcze nie, zrobię takie „tadam! Proszę bardzo…oto moja wiedza którą pozyskałem od Ciebie moimi sprytnymi psychoterapeutycznymi metodami”. Nie mogłem się bardziej mylić, bo wygląda to zupełnie inaczej.

Prowokatywność pobudza ciekawość, poprzez którą możemy zgłębiać problemy pary. Jako terapeuta poprzez pokazywanie swojego zaciekawienia naturalnym, codziennym, do którego jest przyzwyczajony, zachowaniem pacjenta (w jego ocenie – czymś dla niego normalnym) zaciekawiam go nim samym. Czasami poprzez absurd możemy różne zachowania podać w sposób intrygujący i pozwalający im przyjrzeć się temu w sposób konfrontujący, ale nie inwazyjny i podjąć decyzję, co z tym robić.

Jako psychoterapeuta psychodynamiczny, w pracy indywidualnej wykorzystuję model terapii oparty na przeniesieniu/przeciwprzeniesieniu. Natomiast gdy w gabinecie są już dwie osoby (poza mną) to byłbym zmuszony w myśl tej teorii analizować dwa przeciwprzeniesienia – na panią i na pana, chyba że jest to para jednopłciowa, to wtedy na członków tej pary. I byłoby diabelnie trudne to przeciwprzeniesienie w sobie rozeznawać,  analizować i żeby oddawać je parze w tym samym czasie. I wtedy stosuję prowokatywność. Rozpoczyna się dialog z parą w kontekście wyczuwania tego, co moglibyśmy sobie roboczo nazwać przeciwprzeniesieniem –podania im takiej interpretacji, którą (w myśl prowokatywności) oni już o sobie pomyśleli czy poczuli, a którą mogliby chcieć, lub nie chcieć, powiedzieć sobie.

Joanna: Tak, sobie samemu – głośno a nie tylko w myślach i sobie wzajemnie – jako budowanie otwartego dialogu, który pozwala obu stronom na prawdziwość i szczerość w kontakcie. Tym samym umożliwia niwelowanie wewnętrznych frustracji i błędnych założeń, które mogą bardziej niszczyć dany związek i samą osobę w tym związku, niż działania jakie mają lub mogłyby mieć miejsce.

Kamil:  Ważne jest w moim poczuciu i warte zaznaczenia to, jaki warsztat prowokatywny odebrał terapeuta, czy psychoterapeuta, z tą parą pracujący. Istotny jest osobowościowy i empatyczny czynnik prowadzącego, który miałby tę prowokatywność zastosować – właściwą do właściwego momentu.

Joanna: Ważne jest, aby prowadzący miał świadomość, że etyka pracy prowokatywnej nie pozwala mu działać w sytuacji gdy nie czuje życzliwości do danego człowieka lub ludzi, ani gdy ma z góry założony „plan uzdrowienia” dla pacjentów – w tym przypadku dla pary. Zadaniem terapeuty w prowokatywności jest nie tyle bycie mędrcem wobec pacjentów i ich problemów, co „tancerzem” – zapraszającym parę do tańca. Tańca, w którym prowadzenie przechodzi z osoby na osobę. Dzięki czemu jest on partnerskim kontaktem pomiędzy jego uczestnikami. W takim tańcu para na nowo uczy się dialogu, kontaktu i bycia razem. Celem jest więc nie tyle dotarcie gdzieś konkretnie, co zrozumienie czego oboje obecnie chcemy od siebie wzajemnie, od siebie samych w tej relacji, odkrycie i docenienie mechaniki kontaktu, jaka jest między nimi, siły emocji i powodu ich powstawania oraz zbudowanie nowego sposobu działania (reagowania) i myślenia wobec danej sytuacji, samego siebie, drugiej osoby czy związku jako całości.  

Kamil: No właśnie. Mam takie poczucie, że pary najczęściej zgłaszają się do mojego gabinetu z szeroko rozumianym błędem w komunikacji pt. „nie umiemy ze sobą rozmawiać”, „trochę jestem rozczarowany związkiem” (jeżeli potrafią tak to nazwać to tak o tym mówią), „trochę jestem rozczarowany, trochę moje oczekiwania nie są realizowane, trochę chciałbym inaczej i zrób coś pan z tym”, a także przychodzą pary mające jakąś trudność w swoim życiu seksualnym, w szerokim rozumieniu intymności.

Joanna: U mnie dodatkowo „lądują” w sytuacji, gdy jedno z nich odkrywa że drugie je zdradza, lub  gdy okazuje się że jedno z nich jest śmiertelnie chore i nie wiedzą jak o tym rozmawiać, ani co z tym zrobić. Spotykam też pary, które są w kryzysie lub postanawiają się rozwieść i nie wiedzą jak to zrobić, by było to z najmniejszą szkodą dla nich samych i dla dzieci. W każdym z tych przypadków pracuję stosując prowokatywność w różnych wariantach: interwencyjnie, elementami wprowadzając w proces na zasadach eklektyczności metod, albo pracując prowokatywnie całą sesję. Każda para to inny czas wprowadzania, wpuszczania prowokatywności w proces i inny powód, znaczenie czy potrzeba dodania tej „przyprawy”.

Kamil: Bardzo ważną, istotną rzeczą jest to, jakie podejście mamy jako terapeuci i psychoterapeuci do seksualności. Do seksualności własnej, ale mam tu na myśli postrzeganie przez ten pryzmat seksualności naszych pacjentów (klientów) i ogólnie tematu seksu. Prowokatywność moim zdaniem świetnie do tego pasuje i ułatwia rozpoczęcie rozmowy na temat seksu. Są różne szkoły seksuologiczne i terapeutyczne mówiące o tym, jak się powinno rozmawiać o seksie, ale mam ważenie że prowokatywnosć nadaje pewnej lekkości, pozwala w sposób nieinwazyjny przełamać barierę wstydu i lęku. I później, w rozmowach głębszych, szczerszych, prawdziwszych, jest trochę łatwiej.

Prowokatywności – tak jak ja ją rozumiem – nie stosujemy od pierwszego razu, tylko budując z parą relację stosujemy różne jej elementy. W mojej praktyce zauważyłem, że pomocna jest werbalizacja przez terapeutę uczuć/emocji, które pojawiają się w parze np.: „proszę zobaczyć – tu jest taka  rosnąca góra śmieci między wami, jakichś elementów, które wyrzucacie z siebie. Mam wrażenie, że stoicie z założonymi rękami i czekacie aż ktoś to pozbiera”.

Joanna: Tak!!! Ważne jest, aby dodać obrazowi wiele szczegółów. W prowokatywności nie wystarczy powiedzieć „duża góra”. Mózg widzi obrazami. Im bardziej wypełniony szczegółami  obraz, tym mocniejsze jego oddziaływanie. Idąc za przykładem jaki podałeś – w prowokatywnością tę metaforę ubierasz w szczegółową historyjkę, przerysowaną, absurdalną, bardziej lub mniej możliwą. Na przykład: „proszę zobaczyć tu jest taka  rosnąca góra śmieci między wami, jakichś elementów, które wyrzucacie z siebie. Raz jedno rzuca, a raz drugie. Czasem udaje się Wam rzucić w tym samym momencie. Góra rośnie, a co jakiś czas jej brzegami schodzą lawiny, mniejsze lub większe, przysypując Was różną ilością odpadów. W zależności od temperatury… możliwe, że waszych emocji lub poziomu zmęczenia – zapach tej góry jest bardziej lub mniej gryzący. U jednego z Was będzie powodował lub już powoduje zatkanie, zamilknięcie, albo łzy, u drugiego zdenerwowanie i krzyk”.

Ważne jest aby ten rysowany obraz zahaczał o to, o czym mówią, lub jak się zachowują względem sytuacji i siebie wzajemnie. Absurd musi korelować z nimi, a nie być odłączony od nich. To pozwoli im odnaleźć kawałki swoich myśli, odczuć i przejrzeć się w nich wzajemnie

Kamil: Właśnie! Widzisz, ja mam dość często poczucie, że gdy przychodzi para do gabinetu, to już są tak smutni i zakleszczeni w jakiejś historii, że dodanie prowokatywego elementu humoru na sesjach pozwala im zdjąć ciężar lęku, jaki mają wobec swoich wyobrażeń dotyczących psychoterapeuty i jego wpływu na ich życie. Nie wiem, czy Ty też masz takie informacje zwrotne i takie poczucie, że ludzie idąc na terapię mają już jakąś wizję tego, jak to będzie wyglądało. Na bazie jakiegoś serialowego terapeuty lub obrazu filmowego wyobrażają sobie bardzo stateczną osobę, takiego manekina siedzącego bez emocji i bez uśmiechu. Takiego trochę nieludzkiego terapeutę.

Joanna: Sami jesteśmy sprawcami takiego patrzenia na nas – przez naszą postawę wobec samych siebie i pacjentów, przez przekonania na temat tego czym jest, a czym nie jest profesjonalizm w naszej pracy. Grzechem naszego zawodu – nie wiem czy się ze mną zgodzisz – jest pycha, która się wkrada w nasze terapeutyczne i pomocowe dusze z biegiem czasu. Szczególnie, jeżeli naszej pracy nie towarzyszy superwizja. Pycha, która każe nam czasami wierzyć, że „JA JUŻ WIEM – co Ci może pomóc, co Ci dolega, jak Cię uzdrowić”. Wówczas przestajemy być prawdziwie uważni. Przestajemy pracować z danym człowiekiem, a zaczynamy pracować z naszymi wyobrażeniami o nim i jego „dobru”. Stawiamy się bardziej lub mniej świadomie ponad – jako silniejsi, mądrzejsi, lepsi. Zapominamy tym samym, że jesteśmy – wbrew wszystkiemu co myślimy o samych sobie, swojej roli, znaczeniu, doświadczeniu, certyfikatach, latach pracy, itp.) – człowiekiem w procesie wsparcia człowieka.

Kamil: Mam wrażenie, że są takie aspekty prowokatywności, które w terapeucie wzbudzają lub mogą wzbudzać trochę więcej swobody, dają więcej człowieczeństwa w relacji z pacjentem i w nim samym. Mit „terapeuty – manekina” jest mitem i psychoterapeuci w żadnym nurcie nie są tacy. Dzięki podejściu prowokatywnemu, lub zastosowaniu jego elementów, łatwiej jest się parze otworzyć, co wydaje mi się być kluczowe – szczególnie na pierwszych konsultacjach i na dalszych etapach pracy. Jest im łatwiej przyjmować trudniejsze interpretacje, gdy mają już zbudowany swego rodzaju pomost/przymierze z terapeutą, którego nie odbierają jako chcącego zrobić przykrość – nawet jeśli to, co mówi, nie zawsze jest miłe i wygodne dla nich.

Joanna: Masz rację. Autentyczność i prawdziwość terapeuty otwiera nawet najbardziej zamknięte wewnętrzne pokoje, wyzwala w pacjencie odwagę do mówienia szczerze o tym, co w nim siedzi. Hipokryzją naszego zawodu jest to, że zapraszamy naszych pacjentów do szczerości, nie będąc szczerymi wobec nich. Że pobudzamy ich motywację i odwagę do życia w zgodzie ze sobą, jednocześnie będąc w „uniformie” dystansu i wyuczonych zachowań. Mówimy o wartości emocji i szacunku wobec nich, a sami chowamy nasze za błędnie rozumianym profesjonalizmem. 

Frank Farrelly mawiał, że tylko na poziomie spotkania Człowieka z Człowiekiem w przyjaźni mogą zaistnieć cuda i głęboka zmiana. Powtarzał jak mantrę, że najpierw pozwól sobie na bycie w prawdzie wobec siebie i swoich emocji, a dopiero wówczas będziesz miał prawo do zaproszenia drugiego człowieka do prawdy o nim i w nim. Prawdy, która nie zawsze będzie wygodną, co nie znaczy, że musi być krzywdząca.

Pamiętam jedną z sesji Franka, podczas której pracował z małżeństwem. Kobieta domagała się szacunku od męża.  W pewnym momencie sesji Frank powiedział:

 – Stop! Mam pytanie do Ciebie Anna – ile razy w tej sesji poczułaś brak szacunku od swojego męża względem Ciebie?

– Z pięć razy – odpowiedziała Anna

– Ile razy w tej sesji mu o tym powiedziałaś?

– Ani razu, bo i tak nic by z tym nie zrobił.

– Nie pytam Cię, co on by z tym zrobił lub nie. Pytam – ile razy mu w tej sesji powiedziałaś, że Cię nie szanuje takim zachowaniem?

– Ani razu.

–  To za ile kolejnych powtórzeń po 5 razy dopiero na tyle się zdenerwujesz i poranisz żeby mu o tym powiedzieć?  

– Nie wiem. Ja po prostu już mu nie wierzę!

– Aaaa, czyli tu nie o szacunek chodzi, a o brak wiary – odparł Frank

– Nie mam wiary w sens tego małżeństwa, ani nie mam zaufania w mojego męża!

– No, to teraz przynajmniej wiemy nad czym pracujemy – żeby Wam było razem lepiej, lub nad czym już nie ma sensu pracować, bo on i tak nic nie zmieni, a to małżeństwo… – powiedział to próbując ją intonować.

– Hahahah – Anna zaczęła się śmiać. – Nie no Frank, wiem że to powiedziałam,  ale gdybym całkiem nie wierzyła w niego lub w nasze małżeństwo, to bym tu nie przyszła. Chcę pracować i zawalczyć o nasze małżeństwo!

Szybka interwencja sprawiła że zaczęli pracować na serio, nie na pozornym temacie szacunku a na prawdziwym – braku poczucia wiary i zaufania.

Kamil: Otóż to! Gdy chodziłem na treningi karate, miałem senseja, który podczas walki potrafił w bardzo szybki sposób, bardzo klarownie pokazać nam, że np. źle trzymamy łokieć –zadając nam na przykład cios w wątrobę. I gdy tylko zrozumieliśmy nasz błąd i złapaliśmy oddech, to on ten cios ponawiał, i ponawiał, i ponawiał dopóki nasza ręka nie znalazła się w odpowiednim miejscu. Byłem głęboko przekonany, że zadawanie mi przez niego bólu – w takim bardzo fizycznym, treningowym znaczeniu – nie miało na celu w żaden sposób mnie okaleczyć, tylko miało mnie czegoś nauczyć.

Joanna: To co jest magiczne w prowokatywności, to to, że niezależnie od tego, co robi terapeuta prowokatywny (lub używający prowokatywności), złość mobilizująca do pracy i podjęcia decyzji, wzięcia odpowiedzialności lub ruchu/zmiany, jaka powstaje w pacjencie, jest nie na terapeutę, a na samego siebie i na to, jak do tej pory działał (lub nie działał). I to on dokonuje decyzji, co z tym, co zobaczył, zrobi – czy zmieni, czy zostawi, czy co innego wprowadzi w swoje życie. Terapeuta w prowokatywności nie ma prawa nadawać kierunku zmianie, której ma dokonać klient. Nie ma prawa powiedzieć „tak a nie tak  masz trzymać rękę”.

Kamil: Podanie w prowokatywny sposób tego, co trudne, jest dla pacjenta łatwiejsze do przyjęcia. To co trudne najprawdopodobniej pacjent już sobie pomyślał. Gdy to jednak usłyszy z zewnątrz, z pewnym elementem opieki i sympatii w głosie, to łatwiej jest mu pomyśleć „ok, to jednak ten łokieć dobrze jeśli będę inaczej ustawiał”.

Joanna: Lub bardziej świadomie stwierdzić, w zgodzie ze sobą, „ok boli… ale dziś, mimo wszystko, chcę tak a nie inaczej działać”. Odzyskuje poczucie, że to ON wybiera, że nie ktoś inny ma kontrolę nad jego życiem i relacjami. Obrazy i wizje dotyczące życia, przyszłości, przeszłości, czy teraźniejszości, które mają nasi pacjenci, są z reguły o wiele ciemniejsze niż nasze… Przerysowanie obrazów na plus i na minus, i pozwolenie pacjentowi poprzyglądania się sobie w nich, pozwala przedefiniować perspektywę. Oddzielić „nadprodukcję” od faktycznych obrazów. Problem wraca do naturalnej wielkości. To z kolei pozwala pacjentom odzyskać poczucie wpływu i poszukać rozwiązania.

Kamil: Prowokatywność pozwala im na przeglądanie się już nie tylko w smutnym lustrze, w którym już nie raz się sobie przyglądali, a na przejrzenie się w wielu różnych lustrach – jak w gabinecie luster – i zobaczenie siebie, a także siebie nawzajem w innych perspektywach niż te, w jakich się przyzwyczaili przeglądać. Nie wiem, czy każdy był w sali krzywych zwierciadeł – już samo wejście i bycie w takim miejscu wywołuje uśmiech oraz pewnego rodzaju ciekawość. A umysł w stanie ciekawości łatwiej wchodzi w nowe i efektywniej się uczy.

Prowokatywnosć jest metodą, którą łatwo można dodać jako narzędzie do swojego kuferka z narzędziami psychoterapeutycznymi w różnych nurtach i podejściach terapeutycznych. Jest świetnym narzędziem do rozbijania sztuczności i murów pomiędzy terapeutami a pacjentami.

Joanna: A czy jest coś, co według Ciebie, jest przeciwskazaniem do stosowania prowokatywności w pracy z parami?

Kamil: Na przykład nastawienie do jakiegoś etycznego lub moralnego poglądu pary. Przeciwskazaniem do stosowania prowokatywności są nasze etyczne i moralne trudności. W moim przypadku…szukam czegoś mocnego co byłoby nierealistyczne… o, mam – gdyby przyszła do mnie para zagorzałych nazistów mówiąca o czystości rasowej. Byłoby mi trudno stosować prowokatywność tak, aby nie była z mojej strony agresywna, gdyż ich poglądy wywoływałyby u mnie silne emocje, a to mogłoby zaburzyć prowokatywność.

Joanna: Dotknąłeś bardzo ważnej kwestii. Przeciwskazania do stosowania prowokatywności są w prowadzącym, a nie w kliencie. Ludzie mówiąc o prowokatywności zapominają, że metoda ta powstała na oddziale psychiatrii, pod uważnym okiem Carla Rogersa (twórcy terapii skoncentrowanej na pacjencie). Frank Farelly tworzył ją i praktykował na wszystkich możliwych zaburzeniach psychicznych i chorobach psychicznych, jakich ludzie doświadczają. Prowadził też terapię prowokatywną z pacjentami nerwicowymi, depresyjnymi, ze skazanymi, umieszczonymi w specjalnie wyodrębnionej części szpitala psychiatrycznego. W późniejszym czasie rozpoczął pracę z osobami wymagającymi wsparcia terapeutycznego lub interwencji psychologicznej.

Przeciwskazaniem jest zarówno nastawienie do pacjenta i jego przekonań, jak brak wiary w dobro lub siłę będącą w nim. Jak mawiał Frank „jeżeli nie czujesz w sobie życzliwości do danego człowieka, lub wiary w siłę drzemiącą w nim – nie dotykaj prowokatywności’. Przeciwskazaniem jest każdy moment braku poczucia naszej mocy, radości, otwartości. Przeciwskazaniem jest nasze poczucie „boskości”, mądrości która „zbawi” pacjenta” i nasza wiara że „ja wiem co Ci zrobi dobrze i co jest Twoim celem”.

Kamil Perończyk – psycholog specjalizujący się w ludzkiej seksualności. W praktyce zajmuje się problemami szeroko pojętego zdrowia psychicznego i seksualnego kierując się zasadami etyki poradnictwa psychologiczno-seksuologicznego.

Prowadzi psychoedukację i poradnictwo indywidualne i partnerskie (małżeńskie).

Absolwent Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego w Krakowie. Członek Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego.

Stażysta w Centrum Terapii Lew-Starowicz w Warszawie, uczeń Szkoły Terapii Seksualnej. Prowadzi poradnictwo psychologiczne i seksuologiczne

 Artykuł pochodzi z pierwszego numeru ProvoTime (Czasopismo do pobrania z naszej strony bezpłatnie) 

Czym właściwie jest Terapia Prowokatywna?

Czym właściwie jest Terapia Prowokatywna?

Urywek wywiadu z Favor Alexander- psychologiem, terapeutą, wolontariuszem w ośrodkach wsparcia

P: Czym dokładnie jest Terapia Prowokatywna?

O: Terapia Prowokatywna to odpowiedzialne pod względem klinicznym zastosowanie psychologii odwróconej oraz humorystycznych spostrzeżeń w psychoterapii krótkoterminowej.

P: A gdzie w tym “prowokacja”?

O: Klienta “prowokuje się” za pomocą psychologii odwróconej i humoru do zlokalizowania, wyartykułowania i zastosowania rozwiązania jego/jej problemu. Terapeuci Prowokatywni wierzą, że odpowiedź na twoje problemy już w tobie jest, ale możesz mieć problemy z jej zlokalizowaniem. Albo możesz być w pełni świadomy tego rozwiązania, ale nie być w stanie wprowadzić go w życie. Terapia Prowokatywna pełni rolę silnego bodźca, który ma pobudzić cię do działania.

P: Jak to działa?

O: Terapia Prowokatywna korzysta z wielu starannie opracowanych narzędzi klinicznych, których celem jest pokazanie ci jak w zwierciadle pewnej absurdalności sposobu, w jaki nie radzisz sobie z danym problemem w danej chwili. Ludzie nie lubią, kiedy mówi się im, co mają robić. Jeżeli zatem lekarz mówi im, że mają dalej robić dokładnie to, co do tej pory (Narzędzie Terapii Prowokatywnej: Co w tym złego?) albo że powinni tak naprawdę zintensyfikować to zachowanie, które zupełnie im nie służy (Narzędzie Terapii Prowokatywnej: R ób więcej tego samego!), to raczej będą się upierać, że muszą się zmienić i szybko mówią, jakich zmian muszą dokonać, przyjąć te zmiany i zastosować w swoim życiu. Poniższy diagram pokazuje dynamikę tego procesu.

P: Ale czy klient nie czuje się przez to głupio?

O: Zupełnie nie. Ponieważ to zachowanie klienta, a nie klient, jest obśmiewane przy pomocy któregoś z 30 lub więcej narzędzi Terapii Prowokatywnej. Sam klient czuje w całym procesie serdeczne wsparcie. Dlatego to ma taką moc. Kiedy poddajesz się Terapii Prowokatywnej, czujesz falę wsparcia i troski o siebie, ale psychologia odwrócona sprawia, że uświadamiasz sobie, jak śmieszne są niektóre z twoich wzorców zachowań. Kiedy to widzisz (a wielu klientów wtedy się z tego śmieje), naturalne staje się, żeby porzucić ten wzorzec zachowania.

P: Jak szybko działa?

O: Mimo, że widziałem klientów reagujących niezwykle szybko już na jedną sesję Terapii Prowokatywnej, zalecam cykl 4 sesji. Z własnego doświadczenia wiem, że wiele spraw można uporządkować przy takiej liczbie spotkań. Większość moich klientów wybiera cykl 4 sesji, a później wraca po jeszcze jedną, dodatkową, kiedy czuje, że potrzebuje  “dawki przypominającej”.

Są jednak przypadki, które wymagają bardziej regularnych sesji i mam klientów, którzy przychodzą na cotygodniowe spotkania albo na Terapię Skoncentrowaną na Kliencie (Client Centred Therapy). Jednak takie doradztwo jest trochę inne: mam zezwolenie na korzystanie z Terapii Prowokatywnej za każdym razem, kiedy uważam to za konieczne.

P: Czy Terapię Prowokatywną można stosować u wszystkich osób z problemami natury psychologicznej?

O: Nie. Niektóre problemy mogą wynikać z problemów fizycznych, takich jak cukrzyca czy niedoczynność tarczycy. Jako lekarz uznałbym za wysoce nieodpowiednie “prowokowanie” takich osób, a zamiast tego zadbałbym o to, żeby otrzymali prawidłową opiekę medyczną. Istnieją również przypadki bardzo głębokiej depresji i psychozy, które nie kwalifikują się do Terapii Prowokatywnej, ale często zaskakuje mnie to, jak szerokie jest spektrum problemów, które dobrze reagują na Terapię Prowokatywną. Może ona również pełnić rolę metody uzupełniającej dla innych form psychoterapii i psychiatrii, w tym stosowania leków.

P: Czuję się już wystarczająco źle, to dlaczego miałbyś chcieć mnie prowokować?

O: W potocznym znaczeniu słowo “prowokować” oznacza “wywoływać gniew”. Jednak prawdziwe znaczenie pochodzi od łacińskiego “pro vocare”, co dosłownie oznacza “wyzwalać”, „przywoływać”. Właśnie to stara się osiągnąć Terapia Prowokatywna – “przywołać” prawdziwe rozwiązanie twoich problemów. A to rozwiązanie niezmiennie znajduje się wewnątrz ciebie, a nie na żadnej wielkiej mapie ludzkiej natury, rozumianej przez terapeutów, ale nie przez ich pacjentów. W Terapii Prowokatywnej będziesz “prowokowany” (albo katalizowany, uruchamiany, delikatnie popychany itd.) do zwerbalizowania, przyjęcia i zastosowania tego wewnętrznego rozwiązania swoich problemów – bo wierzymy, że ono od początku w tobie było.

P: Czy dokumentujesz lub nagrywasz sesje Terapii Prowokatywnej?

O: Tak, ale tylko za wyraźną zgodą klienta. W typowym cyklu 4 sesji lubię nagrywać pierwsze 2 sesje na taśmy audio, a trzecią na wideo. To wyłącznie dla twojej korzyści. Kiedy słyszysz, jak brzmisz (a później widzisz, jak wyglądasz) kiedy próbujesz usprawiedliwiać właśnie to zachowanie, które chcesz zmienić, albo próbujesz bronić tego zachowania przed prześmiewczym procesem Terapii Prowokatywnej, to może znacznie wspomóc proces prowokatywny. Wielu pacjentów ogląda swoje DVD po kilka razy i mówią, że to działa trochę jak jeszcze jedna sesja Terapii Prowokatywnej. To jest złe dla biznesu, ale dobre dla pacjentów.

P: Czy mogę pokazać to DVD swojej żonie/mężowi/rodzinie itd.?

O: Oczywiście, że tak, jeżeli tylko chcesz. Niektórym pacjentom pomaga podzielenie się sesją z rodziną i przyjaciółmi. Na ogół wszyscy zgodnie śmieją się w kluczowych momentach, a DVD zwykle wywołuje w domu bardzo owocne konwersacje. Jednak większość pacjentów zazwyczaj pozostawia DVD dla siebie.

P: Czy zatrzymujesz dla siebie kopię takiego DVD?

A: Ze względów bezpieczeństwa usuwam nagranie, gdy tylko otrzymam potwierdzenie, że otrzymałeś swój egzemplarz.

P: Ale czy moja sesja musi być nagrywana?

O: Nie, absolutnie. Większość terapeutów prowokatywnych nie nagrywa rutynowo swoich sesji, a mimo to osiąga wspaniałe rezultaty.

P: Od jak dawna mamy do czynienia z Terapią Prowokatywną?

O: Od początku lat 60., kiedy została odkryta przez jej założyciela, Franka Farrelly’ego.

P: W jaki sposób Frank Farrelly odkrył Teorię Prowokatywną?

O: W Mendota State Institute (szpital psychiatryczny) miał spotkania z pacjentem, który przebywał tam od dłuższego czasu. To była 92. rozmowa Franka z tym właśnie pacjentem, nie było widać żadnych postępów i nagle Farrelly powiedział: “Ok, zgadzam się z tobą – nie istnieje rozwiązanie twojego problemu.” To była ta jedyna rzecz, której ten pacjent nie chciał usłyszeć i zaczął się upierać, że musi być jakieś rozwiązanie. Farrelly, zaskoczony niespodziewaną determinacją pacjenta, kontynuował ten proces i powiedział, że zbadali już wszystko i od tej pory on zamierza zgadzać się z tym, że “nic nie da się zrobić”. Pacjent nalegał, że coś musi dać się zrobić, powiedział, co to jest, zrobił to, wkrótce został wypisany ze szpitala – i nigdy do niego nie wrócił. W taki sposób narodziło się pierwsze narzędzie Terapii Prowokatywnej – Nie ma rozwiązania twojego problemu! Farrelly zajął się opracowywaniem co najmniej 20 kolejnych takich narzędzi, w tym – rób więcej tego samego! Baw się w obwinianie i co w tym złego? Z których wszystkie wykorzystują psychologię odwróconą po to, aby sprowokować cię do rozwiązania twoich problemów.

P: Czy Terapia Prowokatywna to forma terapii śmiechem?

O: Nie, zdecydowanie nie. Jej celem nie jest rozśmieszenie, tylko sprowokowanie do zmiany życia na lepsze tak szybko, jak to możliwe. Niektórzy pacjenci/klienci mogą być zszokowani tym procesem, ale nadal czerpać z niego pełnię korzyści. Są i tacy, którzy mogą zapłakać, kiedy zobaczą, jak sabotowali własne szanse na szczęście – i wtedy wyrazić silne pragnienie zmiany. Ale tak, znakomita większość uznaje cały ten proces za bardzo zabawny i dodający energii. Ale to nie czyni z tego terapii śmiechem. Terapia śmiechem korzysta ze wszystkich możliwych środków, żeby cię rozśmieszyć, ponieważ docenia korzyści zdrowotne, jakie daje śmiech (http://www.drkaplan.co.uk/humour-and-health.htm). Dzięki temu, oczywiście, poczujesz się przez chwilę lepiej, ale nie sprowokuje cię to do znalezienia rozwiązania twoich problemów. Mimo wszystko, to dużo lepsze niż przyjmowanie leków psychiatrycznych.

P: Czy mogę odnieść jakąś korzyść z Terapii Prowokatywnej, nawet jeżeli nie mam właściwie żadnych problemów?

O: Jestem pewien, że tak. Moje pierwsze pytanie będzie brzmiało: “Czego chcesz?” […]

Terapia Prowokatywna odnosi sukces w radzeniu sobie z tak poważnymi problemami, jak alkoholizm, uzależnienie od narkotyków i anoreksja. Oczywiście, należy przeprowadzić komplet badań lekarskich i nie każdy przypadek może być objęty Terapią Prowokatywną. Tym niemniej, wiele osób z tego typu problemami reaguje na dynamiczny charakter Terapii Prowokatywnej, w szczególności osoby, które zwykle postrzegają niektóre podejścia do tych problemów jako w pewien sposób  protekcjonalne lub nakazowe.

P: Czy Terapia Prowokatywna jest odpowiednia dla dzieci?

O: Zdecydowanie tak. Prawdę mówiąc, większość rodziców bardzo dobrze zna zastosowanie psychologii odwróconej we własnych domach. Dzieci również nie lubią, żeby mówić im, co mają zrobić, więc kiedy sympatyczny terapeuta prowokatywny mówi im, że złe wyniki w szkole to “tak naprawdę nie jest ich problem, bo nikt nie spodziewa się po nich niczego lepszego”, to otrzymują głośny i wyraźny przekaz, i bardzo chcą udowodnić, że terapeuta się myli! To bardzo proste, ale w praktyce działa niewiarygodnie dobrze.

[…]

P: Czy rezultaty osiągnięte w trakcie kilku sesji Terapii Prowokatywnej są długotrwałe?

O: Z mojego doświadczenia wynika, że cykl 4 sesji Terapii Prowokatywnej działa niezwykle szybko i przynosi długotrwałe rezultaty. Niektórzy pacjenci wymagają dodatkowej “sesji przypominającej”, ale mogą mieć taką potrzebę tylko przez kilka miesięcy (a czasami lat) po “głównym” cyklu.

Przetłuaczono dla Provocare 
Fotografia: Ireneusz Knyziak 

Rozmowa JO&NO

– Czym jest prowokatywność?
– Prowokatywność to budzenie w ludziach odwagi do bycia prawdziwym. 
Wyprowadza ludzi poza utarte schematy myślenia, działania, reakcji i wpuszcza ich w nowe, niezbadane. Jest też krzywym zwierciadłem – pozwala zobaczyć siebie i problemy, z jakimi się mierzysz w zupełnie innej perspektywie, często dużo szerszej, bo efektem ubocznym kontaktu z metodą prowokatywną jest większa świadomość zarówno tego, co nas otacza, jak i tego, co kryjemy w środku.
– No tak, ale temu samemu służą teoretycznie klasyczne narzędzia coachingowe. Czym tam metoda różni się pozostałych, bardziej tradycyjnych?
– Różnica polega na szybkości interwencji a także na sile odczuć, jakie towarzyszą sesji. Tradycyjny coaching nie wywołuje zwykle tak szybko i tak intensywnie tak wielu skrajnych nieraz emocji . 
Z sesjami o klasycznym przebiegu człowiek stopniowo się oswaja – z czasem jest mu czasami coraz łatwiej „ślizgać się” na lewo i prawo, pływać od tematu do tematu, wyprowadzać na manowce i coacha i samego siebie. Łatwiej jest się schować. Gdyby jednak nie wiedział, co się za chwilę wydarzy, nie miałby czasu na to, by się ukryć, albo opracować plan ucieczki.
W tradycyjnym coachingu klient mówi o tym jak by w danej sytuacji zareagował, albo jak by chciał zareagować. Metoda prowokatywna, dla odmiany, zmusza go do szybkiej reakcji – nie mówi co by zrobił, tylko robi to, nie rozwleka się nad decyzją, tylko podejmuje ją. Tu i teraz.
Niezależnie od tego czy stosujemy klasyczne czy prowokatywne podejście najważniejszy jest CZŁOWIEK i dobór metod lub elementów metod, czy też narzędzi pod niego i dla niego najlepszych.
TO SIEDZI JAK ZADRA I ZMUSZA DO REFLEKSJI
– Jak to możliwe, że coaching prowokatywny daje tak błyskawiczne efekty?
– Prowokatywność inicjuje szybkie i głębokie spotkanie z samym sobą.
Na wstępie zmusza nas do zdjęcia strojów i masek, jakie nosimy na co dzień z racji funkcji społecznych, potem funduje porządny demakijaż z codziennych warstw pudru, różu i tak obnażonych wpuszcza nas do komnaty krzywych zwierciadeł. Sztuczność bardzo prędko znika, bo nie tam na nią miejsca. 
Jest to metoda zdecydowanie mniej wygodna dla drugiej strony, bo takiej wizyty w komnacie luster szybko się nie zapomina. W tradycyjnym coachingu możemy sobie gadać do woli i nic wielkiego nie musi z tego wyniknąć. Obok krzywego zwierciadła trudniej jest przejść obojętnie, obraz odbicia zachodzi w pamięć, bo to niecodzienny widok, a wspomnienie siedzi w człowieku jak zadra i zmusza do refleksji .
– Do jakich refleksji może skłonić spojrzenie w krzywe zwierciadło?
– Ludzie często nie potrafią nazwać swoich potrzeb a praca prowokatywna im to ułatwia. Spojrzenie na siebie przez krzywe zwierciadło, przerysowanie problemu, przerysowanie swojego wpływu na innych poprzez ten problem powoduje, że człowiek łapie większy dystans do siebie.
Z większego dystansu widać większy obraz całej sytuacji. W efekcie ludzie odnajdują zakamarki, do których wcześniej nie zaglądali, a w nich rozwiązania, które jeszcze do niedawna zdawały się być niedostępne.
– Czyli pozwala odnaleźć w sobie nowe źródła zasobów?
– Tak. Chociaż czyni to wiele innych metod, w tym także klasycznych. Natomiast należy tu pamiętać że prowokatywność z jednej strony pomaga odnaleźć zasoby, a z drugiej zmusza do skończenia z generalizowaniem i przejścia do konkretów. Bo samo narzędzie prowokatywne jest próbą zgeneralizowania i przerysowania jeszcze bardziej wszystkiego co robimy. Rozdmuchujemy więc do granic absurdu balon, w którym znajduje się problem, dopóki balon nie pęknie i nie wyłoni się z niego konkret. A z konkretami pracuje się już o wiele prościej i rzeczywiście można znaleźć zasoby, których wydawało się, że już od dawna nie ma, bo sytuacja była z pozoru bez wyjścia… A jednak! Chyba właśnie dlatego wielu coachów stosujących metody albo elementy prowokatywne mówi że połączenie narzędzi prowokatywnych z klasycznymi daje niebywałe rezultaty.
ONI MAJĄ BRAĆ ODPOWIEDZIALNOŚĆ, BO TO JEST ICH ROBOTA
– No dobrze, ale czy przerysowywanie czyjegoś problemu nie zostanie odebrane przez tę osobę negatywnie?
– Aby móc pracować prowokatywnie, muszę sobie odpowiedzieć na pytanie w jakim celu naciskam i przerysowuję. Nie próbuję nikogo nakłaniać do konkretnych zachowań, to naturalnie zbudzi opór i zostanie odebrane negatywnie, jako zwykła prowokacja a nie prowokatywność. Naciskam po to, aby uzmysłowić człowiekowi pewien mechanizm, nakłonić go do refleksji i szybkiego podjęcia własnej decyzji. Zmusza to ludzi do brania odpowiedzialności za to co robią. 
Jako menadżer wciąż mam pokusę by pomagać innym, podpowiadać. Mam jednak świadomość, że jak im podpowiem, to zdejmę z nich odpowiedzialność. To cudowne narzędzie do uczenia menadżerów by nie brali na siebie odpowiedzialności innych, by im jej nie odbierali – o jest właściwsze słowo. Oni mają brać odpowiedzialność, bo to jest ich robota, ale nie powinni odbierać jej innym.
– Czyli narzędzia prowokatywne przydają się też w zarządzaniu.
– Tak, stosując je możemy nauczyć ludzi podejmować decyzje dużo szybciej i brać za nie odpowiedzialność. Na pewno znajdą się tacy, którym to nie będzie pasowało. Może nawet odejdą z zespołu… ale ci, którzy zostaną, będą mieć o wiele większy dystans do siebie oraz większą umiejętność nazywania i rozwiązywania problemów – zarówno tych dotyczących całego zespołu, jak i własnych. Kiedy już uda nam się wyczyścić relacje i nauczyć ludzi skutecznie komunikować swoje potrzeby, pojawi się miejsce na współpracę, a bez niej przecież nie ma mowy o istnieniu zespołu.

/ Korekta redakcyjna: Paulina Konstancja, rozmawiali: Joanna Czarnecka i Norbert Grzybek provocare.pl /

Narodziny terapii prowokatywnej

Na początku lat 60 XX wieku, młodemu amerykańskiemu psychoterapeucie Frankowi Farrelly’emu, w trakcie pracy z chronicznie schizofrenicznym pacjentem w końcu puściły nerwy (dało to początek całkiem nowemu kierunkowi terapii). Pacjent ten tygodniami i miesiącami, przyjmując rolę ofiary, lamentował nad własną bezradnością. Farrelly natomiast próbował przez cały ten czas budująco przekonywać pacjenta o jego wartości, potencjale i próbując przeświadczyć go o fakcie, że z pewnością jest jeszcze w stanie coś konstruktywnego zrobić ze swoim życiem. W trakcie 91. godziny terapeutycznej cierpliwość Farrelly’ego się skończyła i zaczął potwierdzać negatywne przeświadczenia pacjenta o jego własnej osobie.

Pacjent był przekonany o braku własnej wartości, przydatności, oprócz tego uważał się za nieurodziwego nieudacznika, któremu w życiu nic się już nie uda, że nie ma najmniejszej perspektywy na przyszłość itd. W reakcji na to, co zaczął mówić Frank, uprzednio zapadnięty w sobie, letargiczny pacjent wyprostował się wyraźnie zdziwiony i począł się energicznie bronić. Stanął we własnej obronie twierdząc nagle, że właściwie jest zdolny osiągnąć to i owo, po czym wyliczył swoje zalety z takim impetem i energią, której uprzednio nigdy nie ujawnił. W tej właśnie chwili narodziła się Terapia Prowokatywna (PT) (Farrelly & Brandsma, 1974).

Noni Hofner

Podstawy i praktyka

Narzędzia pracy prowokatywnego terapeuty to humor i rzucanie wyzwań klientowi. Istotną formułą pracy, właściwie ilustrującą ogrom siły płynący z tej metody, jest terapeuta „życzliwie karykaturujący światopogląd pacjenta”. Przeszkody tkwiące w światopoglądzie pacjenta i utrudniające funkcjonowanie, doprowadzane są poprzez efekt karykatury ad absurdum do momentu, aż klient sam poczuje absurdalność sytuacji i poprzez dewaluację jest w stanie sam do niej podejść z humorem.

Śmianie się z siebie rozluźnia klienta i rozładowuje ciężar emocjonalny symptomu, bądź całkowicie go znosi. Jednocześnie klient jest podwójnie prowokowany: po pierwsze doradca przyznaje rację pacjentowi w stopniu znaczniejszym, niż ten się spodziewał, jak i tego pragnie. Terapeuta twierdzi, iż jakąkolwiek zmianę w obecnej sytuacji uważa za zanadto wyczerpującą, niebezpieczną albo zwyczajnie niemożliwą. 

Dodatkowo terapeuta nazywa w sposób karykaturalny podświadome, naładowane emocjonalnie przekonania klienta, stojące na drodze jego rozwojowi i prawidłowemu funkcjonowaniu, bądź prowokuje klienta poprzez poddawanie pod wątpliwość tego, z czego pacjent jest dumny. Zarzuca pacjentowi przykładowo, że ten niezdolny jest do poczynienia zmian ze względu na wiek, kulejący intelekt, wagę, blond włosy itp. Dzięki prowokatywnym interwencjom wzrasta poziom oporu klienta wobec symptomatyki (zamiast wobec terapeuty) umacniając jego wolę poczynienia zmian. 

Autodestrukcyjne myślenie, odczuwanie i zachowanie nie ma możności utrzymać się nieprzerwanie, co tworzy podwaliny nowym odczuciom, przekonaniom, torom myślenia, zachowaniom. Punktem odniesienia terapii prowokatywnej jest potencjał energii emocjonalnej gromadzącej się w każdym symptomie, na przykład energia, z którą pacjenci z zaburzeniami żywienia kontrolują i zarządzają każdym gramem swojej wagi. Ich motywacją nie jest rozsądek, czy racjonalność, tylko uczucie. Jeżeli celem jest wpłynięcie na człowieka, to bodziec do zmiany musi zawsze wypływać z uczuć, gdyż jak wiadomo, wgląd wypływający wyłącznie z rozsądku może nie być trwały. 

Energia emocjonalna ma zwyczaj manifestowania się wpierw poprzez opór klienta do wszelakich zmian. Symptomy, które ujawnia, są dla niego wprawdzie irytujące, a nawet nieznośne, ale jest jednocześnie przywiązany do dotychczasowo wyuczonych i jemu znanych uczuć, procesów poznawczych i sposobów zachowania. Prowokatywne interwencje wykorzystują ten ładunek emocjonalny przekierowując go tak, by mógł uformować się opór emocjonalny przeciwstawiający się symptomatyce. Przy doświadczonym terapeucie i właściwych wskazówkach terapia może trwać stosunkowo krótko – wykazała to jej efektywność w wielu przypadkach, poczynając od dzieci po ludzi wiekowych, jak tylko znajdzie się właściwy, emocjonalnie naładowany wyzwalacz, inaczej – impuls. Kiedy mówi się do czterolatka, że jest na razie zbyt mały by samemu włożyć kurtkę, uczyni on wszystko, by przekonać świat o przeciwieństwie. Dorosłego mężczyznę natomiast, uważającego się ewidentnie za osobę mądrą, można najpewniej poruszyć wypowiedzią: „szkoda, ale na zmianę zachowań nie wydaje się Pan wystarczająco zróżnicowany intelektualnie”.

Uwaga prowokatywnego terapeuty powinna skupiać się wciąż na poszukiwaniu kolejnych źródeł energii i potencjalnym możliwościom klienta, a nie na jego deficytach, czy traumach. Terapeuta koncentruje się na atutach klienta i odczuwa sympatię, życzliwość i wiarę w jego siłę sprawczą. Wychodzi jednocześnie z założenia, iż większość klientów, a zwłaszcza ci, którzy są w stanie samodzielnie dotrzeć do praktyki, posiada wciąż więcej elementów zdrowych, niż dysfunkcyjnych w myśleniu, odczuwaniu, zachowaniu. Jest przekonania, że klienci są wyraźnie bardziej odporni, niż wydaje się im samym (jak i wielu terapeutom). 

Są znacznie odporniejsi, bardziej samodzielni i silni. Dysponują też wystarczająco dużym zasobem możliwości, by zaradzić swoim problemom. Kiedy znajdują się emocjonalnie i mentalnie w sytuacji patowej, dostęp do źródeł tych nagromadzonych sił jest im utrudniony i należy go odblokować. Te pozytywne spostrzeżenia terapeuta prowokatywny rzadziej jednak werbalizuje, zdaje się głównie na komunikację niewerbalną. Prawdziwą życzliwość zrozumie każdy człowiek i bardzo trudno ją odegrać. 

Dzięki niewerbalnemu poparciu i jednoczesnej nieskrępowanej werbalizacji problemów, które wolelibyśmy zamieść pod dywan, terapeuta nie wywołuje zewnątrzsterownych impulsów. Prowokuje jednak przyrost wewnątrzsterownych, kojących emocji pobudzających do produktywnego parcia ku czynieniu zmian. Celem owej prowokatwnej metody nie jest zastosowanie gotowej formuły od specjalisty, rozwiązującej wszelakie problemy, tylko odnalezienie i zniesienie przeszkód, co wspomoże klienta w odnalezieniu właściwego rozwiązania dla konkretnego problemu. Kiedy tylko klient jest sam emocjonalnie przekonany o stosowności danego rozwiązania, umacnia to stałość jego postanowienia.

Poza psychoterapią

Odkąd Prowokatywna Terapia umocniła swoją pozycję, wielu praktykujących chciało podpisać się pod nią własnym nazwiskiem. Tak moja PT (1995;2011) przeistoczyła się w tzw. Prowokatywny Styl (ProSt), który znajduje zastosowanie nie tylko w terapii ciężko zaburzonych ludzi, ale i daje nowe możliwości komunikacji na różnych płaszczyznach współegzystencji międzyludzkiej, jak np. terapia małżeńska (Hoefner, 1993), czy zarządzanie. Immanentnym jednak elementem pozostaje nieodzownie i niezależnie od praktykującego: życzliwa, pełna szacunku postawa terapeuty. Bez tej postawy PT staje się wentylem dla pokładów agresji terapeuty. PT nie jest jednak bronią, powinna naoliwić zardzewiałą uprzednio komunikację i być niczym środek kojący w terapeutycznym spektrum.

Literatura: Farrelly, F. & Brandsma, J.M. (1974). Provocative Therapy. Cupertino: Meta. Höfner, E. (1993). Die Kunst der Ehezerrüttung. Reinbek: Rowohlt. Höfner, E. (1995). Das wäre doch gelacht! Humor und Provokation in der Therapie. Reinbek: Rowohlt. Höfner, E. (2011). Glauben Sie ja nicht, wer Sie sind! Grundlagen und Fallbeispiele des Provokativen Stils. Heidelberg: Carl-Auer.

„Inspiruj i daj się inspirować”- Noni Hoefner o prowokatywności [wywiad]

Co sprawiło, że po 15 latach pracy terapeuty zafascynowała cię metoda terapii prowokatywnej?

Już od 45 lat pracuję w obszarach psychoterapii, coachingu i superwizji, a od 30 lat jestem też terapeutką prowokatywną. Przez 15 pierwszych lat zajmowałam się głównie terapią zorientowanej na klienta, hipnoterapią, NLP i czułam się wyczerpana, bo proces przebiegał wolno, rozwlekał się w czasie a powtarzające się narzekania klientów coraz bardziej mnie męczyły.

(więcej…)